Nasza historia

pieczywoZałożycielem naszego rodzinnego zakładu był mój śp. teść Roman Wolski. Jako młodu małżonek, mając 25 lat przyjechał ze środkowej polski do Nysy, gdzie uruchomił piekarnię. Był to rok 1945. W tamtych czasach, gdy ktoś wyuczył się piekarstwa, miał to zakodowane w głowie na zawsze. Nikt nie słyszał wtedy o polepszaczach, utrwalaczach oraz całej chemii, jaka opanowała piekarstwo za sprawą wielkotowarowej produkcji. I takiego piekarstwa uczył następców, między innymi mnie. Nigdy nie kusiła mnie chęć na zaopatrywanie w pieczywo dzielnicy lub miasta, bo zdawałem sobie sprawę, że wtedy mogę zapomnieć o jakości i kontakcie z Klientem, którego znam z widzenia i on mnie –  z obecności w zakładzie. Robi się wtedy pieczywo na sztuki, jak guziki. Kto inny je wozi, kto inny sprzedaje, nie takiego działania jestem nauczony. Uważam, że pieczywo czyste i świeże, wolne od chemii powinno się robić dla najbliżej mieszkającej grupy 1000 Klientów. Wtedy uda nam się zachować swoisty zapach i smak chleba z rzemieślniczej piekarni. Nie mówiąc już o zachowaniu 10 miejsc pracy w takim zakładzie i zapewnienie godziwego bytu 10 rodzinom, co jest dziś ważniejsze niż większy dochód z dużej produkcji. Wszak nie żyjemy na tym świecie sami.

Wracając do historii zakładu: po paru zakrętach losu, jaki dotknął naszą rodzinę, tak jak i całe polskie społeczeństwo, po piekarni „Biały Dwór” z Nysy w roku 1967 już powstała piekarnia „Liliput” we Wrocławiu. Nazwa była adekwatna do rozmiarów piekarni, ale i chyba została tak nazwana z przekory. Trzeba bowiem wiedzieć, ze w owym czasie większość rynku pieczywa w mieście zaopatrywały Spółdzielcze Zakłady Piekarsko-Cukiernicze, które nazywały się Mamut. No i okazało się, że na rynku może istnieć i „Mamut” i „Liliput”. Po 12 latach działalność została zawieszona z powodu rozebrania budynku, w którym była piekarnia (teren przeznaczono na budownictwo wielorodzinne). Trzeba było zorganizować zakład w nowym miejscu. Wybór padł na Śródmieście Wrocławia, gdzie działamy od 1980 roku do dziś, pod naprawdę adekwatna nazwą – Piekarnia „Dobry Chleb” – Jan Przybył.

Zakład mój kontynuuje tradycyjne piekarstwo. Zakwas żytni – podstawa dobrego chleba – przerabiany jest co 4 godziny przez okrągły rok, tak w dni powszednie, kiedy pracujemy, jak i w niedzielę i święta, gdy piekarnia jest nieczynna. Tak jak dawniej, nasze produkty wypełniają lukę na rynku pieczywa, jaka powstała w wyniku pojawienia się „producentów pieczywa”. Rynek został zarzucony tanimi produktami chlebopodobnymi, które na pierwszy rzut oka wyglądają jak prawdziwy chleb czy bułka, a z normalnego chleba na zakwasie czy żurku maja tylko nazwę. Dostarczamy nasze tradycyjne pieczywo do najbliżej położonych szkół podstawowych i przedszkoli w nadziei, że uda się nam przekazać smak tradycyjnego pieczywa następnemu pokoleniu. Cieszy nas fakt, że coraz częściej przychodzą do nas całe klasy ze szkół podstawowych, żeby zobaczyć, jak robi się prawdziwy chleb. Przez własny sklep przy piekarni sprzedajemy 80 % produkcji. Grono naszych Klientów zmniejszyło się o najuboższych, którzy muszą kupować chleb z „fabryk” chleba, tańszy od naszego o 40 %, współczujemy im z tego powodu, ale wszystkim ubogim nie jesteśmy w stanie pomagać codziennie…

Aby nie kończyć tego opowiadania na smutno, dodam w tym miejscu, że mam nadzieję iż moją działalność będzie kontynuował mój syn Piotr, który pracuje już ze mną 10 lat…Mimo, że skończył Technikum Piekarskie w nowych czasach to piekarzem będzie takim, jak jego dziadek i ojciec. Czego jemu i sobie oraz moim obecnym i przyszłym klientom życzę z całego serca.

Jan Przybył